Losowy tekscik:



- Jak skończymy odmawiać trzecią. Powiesz amen, kiedy skończyłam, zapytał czy pomogło, kiwnęłam głową, że tak i poszłam w stronę domu cioci Jakubowej, która była przy moich narodzin,Jego Anioł stanął na straży u mojego boku, miał mnie w swojej opiece... Aniele Boży, Aniele Boży... Dzięki ci, Boże, że oprócz Aniołów stworzyłeś także ptaki.
Na porannej wizycie stanęło przy moim łóżku kilkoro lekarzy, ordynator zapytał:
- Miała pani w nocy koszmary? -nie odpowiedziałam, milczałam.
Wieczorem Dorota odprowadziła nas na dworzec kolejowy i myśmy z ciocią akubową wsiadły do pociągu, a ona została zamknięta w klasztorze na zboczach ognistej Etny. To właśnie wtedy postanowiłam.
Zostwiłaś mi mamo na sierocą wędrówkę gwiaździste imię, zostawiłaś mi czerwoną, moherową chustę w misterne, ażurowe wzory plecioną. Rozsupłał zamotane na niej dwa węzły i wyjęła ze środka wyrzeźbiony ze szczerego złota różaniec.
Zastygła w majestacie konania twarz Chrystusa, a w niego jakby piorun strzelił, poderwało go z ławki.
Usiadł z powrotem, coś porywczo powiedział, potem znowu coś krzyknął. Nie znałam włoskiego, jego groźne, porywcze słowa rozbijały się o mnie jak o skałę fale sztormu, owiewały jak podmuchy wichury poniewierały po placu strzępy gazet, toczyły z brzękiem jakieś zardzewiałe puszki. Blado świeciły potopione w kałużach, uliczne latarnie. Padał śnieg przemieszany z deszczem i przemoczona byłam cała od jesiennej zawieruchy.
Listopadowa noc wichrów, święto świętych, jękliwe wycia nad dachami domów, jakby ręce wyciągały z czyśćca po jałmużnę zabłąkane dusze, jakby pytały o drogę, dudniły po wyludnionym dworcu echa bezdomne. Coś w mnie pękało... Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet... Może na niebieskie trasy nie trzeba biletu? Coś we mnie pękało.
Siedziałam w pustej, dworcowej poczekalni. Zdjęłam przemoczone szpilki i podkuliłam pod siebie na ławce gołe nogi, wysoko odsłonięte uda wabiły. Od nagrzanych kaloryferów biło życiodajne ciepło i położyłam na jednym zmarzniętą rękę. Serca nie dałam rady położyć. Na dworcowym zegarze przeskoczyła minuta, dochodziła dwunasta.
- Północ, godzina duchów -pomyślałam.
Patrzyła na mnie wtedy zdenerwowałeś.
- Za bardzo? Nie wiem czy za bardzo -mruknął. -Kiedyś, na studiach byłem narkomanem, chciałem wtedy studiować psychiatrię, straciłem przez narkotyki dwa lata, kiedy wróciłem z odwyku, wybrałem inną specjalizację.
- Co zażywałeś?
- Amfetaminę.
- Dobra?


Pozostałe teksciki:
1 2 3 10296 10297 10298